Jesteś tutaj

Strona główna

Izrael – Cypr - Turcja 13.06-18.07

Okazuje się,ze słusznie nazwałem jacht Ulyssesem bowiem Penelopa czekała, czekała też Marysia z Piotrem. Udało się więc opłynąć Świat i zachować  rodzinę. Przypomnę że Ulysses, to rzymska transkrypcja Odyseusza. Różnica miedzy mną a Odyseuszem polegała na tym, że zamiast z zalotnikami musiałem się zmierzyć z bankiem gdyż kredyt we frankach szwajcarskich stał się trudny. Czas miałem więc  bardzo napięty. Szybko skończyły  się te trzy tygodnie i jak zwykle w takich przypadkach  z niechęcią wracałem na jacht który czekał na mnie w Askhelon w Izraelu. Do przecięcia wokółziemskiej pętli  pozostało 2000 mil, ale mentalnie czułem, że to już koniec wyprawy.  To trudny czas, można by powiedzieć ,,depresja porejsowa” .  Rejs jednak trzeba zakończyć i  wychodziło na to, że najprościej będzie zdobyć  środki  sprawdzoną metodą czarterów. Ulysses otworzył więc nowy szlak żeglugowy między Izraelem a  Cyprem.  Dzięki  pomocy przyjaciół Marcina  Sibilskiego  i Tomka Lorenza  udało się zoorganizować  dwa rejsy. Oba były świetne  a załogi bez zarzutu. Pomysł trasy nie był najgorszy, niestety nie przewidywałem, że może brakować wiatru i na 80 godzin żeglugi 25 godzin będzie na  silniku. A odległość , która mnie po tysiącmilowych odległościach na  oceanach wydawała się nieznacząca  bo coż to jest 200 mil, była spora biorąc pod uwagę tygodniowy rejs . Brak wiatru kompensowały słońce, błękit morza i atmosfera. Po wrażeniach z Ziemi Świetej i panującej tam drożyżnie Wyspa Afrodyty witała nas nie tylko swoją urodą ale również wspaniałą kuchnią i tanim piwem. Sama żegluga nie było nadto wymagająca, słabe wiatry 3-5 Befourta oraz nieduża fala nie wystawiały nikogo na próbę. Rozwojowo jednak lepsza wydawała sięT urcja, która ma tak urozmaiconą linię brzegową, że zawsze jest gdzie stanąć na kotwicy.Poza tym dzienne odległości  do przepłynięcia to 15-20 mil czyli 3-4 godziny żeglugi, w sam raz dla czarterowiczów.  Herzliya Marinabyła piękna i gościnna. Diana z mariny bardzo  pomocna ale niestety na dłuższą metę za drogo.  Z  żalem więc 7 lipca obserwuję oddaląjce się falochrony Herzliji, kolejny raz  coś się skończyło...

Na pokładzie załoga z Bydgoszczy pod wodzą Henia Szynkowskiego, starego kumpla z Chorwacji i Las Palmas. Zaczeli pechowo, załogantka zgubiła w samolocie paszport, spędziła noc na lotnisku ale dzięki  inwencji Henia oraz właściwej  postawie Polskiego Konsulatu gdzie w godzinę wydano jej tymczasowy paszport  Agnieszka  płynie. Kierunek Turcja  via Cypr. Oczywiście wiatr przeciwny lub jego brak, nie wiadomo co lepsze?   W końcu jednak powiało z SW około 14-16 węzłów i żegluga stała sie naprawdę przyjemna. Prędkośc od 5 do 7 wezłów, lekki przechył, w nocy pełnia księżyca czyli jasno a temperatura 29 stopni pozwalała wachtowac w krótkich spodniach i koszulce. Dodatkowo atmosferę bardzo ożywił złowiony przez Wodza czterokilowy tuńczyk, a juz myślałem,że holowanie przynęty na tej trasie nie ma sensu, zawsze należy jednak próbować...  Drugiego dnia ukazała się wyspa Afrodyty. Jak  to się mówi w żargonie żeglarskim  wyjechaliśmy na Limasol, południowo zachodni kraniec wyspy. Dwa dni w morzu to w sam raz aby odpocząć, jest godzina 0912 przed nami cały dzień na zwiedzanie, niestety okoliczności przyrody okazaly sie niezbyt sprzyjające. Nowa, prawie pusta marina  w Limasol, miała kosztowac 150 Euro za dobę, co obrażało naszą inteligencję. Jasna blondynka po rosyjsku wytłumaczyła mi, że teraz jest tzw. High season stąd ta cena a do tego marina jest nowa, nie przekonała nas. Jedynym  logicznym portem było  Pafos, miejsce gdzie z fal wyłoniła sie Afrodyta. Pafos leżało na trasie do Alanyi tyle, że to następne 35 mil żeglugi. Decyzja okazała się właściwą bowiem Pafos okazało siębyć bardzo klimatycznym miejscem, w którym człowieka ogarniał właściwy Grekom spokój i luz. Wokół portu mnóstwo knajpek, dobre jedzenie i tanie trunki. Sam port kosztował  40 Euro za 4 dni postoju, niestety spędziliśmy tam tylko dwie noce. Planowana była jedna noc tak aby z zapasem czasowym dopłynąć do Alani, gdyż samolot nie czeka. Było jednak tak sympatycznie, że jednogłośnie postanowiliśmy wypłynąć nastepnego dnia wcześnie rano  i o dziwo udało się,  wypłynęliśmy o 0530. Do Alanyi jest 120 mil, które pokonaliśmy z pomyślnym wiatrem i już o 0923 bylismy w Marinie. Gościnne, sympatyczne   przywitanie, pomoc w cumowaniu, marina z 25metrowym basenem plus normalna cena. Pierwsze wrażenia są najważniejsze a te były jak najlepsze. Tak jak w Tajlandi, Malediwach, Egipcie, Izraelu czy na Cyprze w Turcji poza językiem ojczystym danego kraju można porozumieć się w dwóch obcych językach: angielskim i rosyjskim. Nasi bracia Słowianie Wschodni są wszędzie i ze względu na moc nabywczą rubla oraz gest traktowani są  z należnym  szacunkiem. W Alanyi byłem kilkanaście lat temu od  tego czasu wszystko się zmieniło i wypiękniało . Miasto i ludzie robia europejskie wrażenie. Czas chyba zmienić stereotyp Turcji i Turka.
 Rejs się kończy, kolejna kochana załoga opuszcza Ulyssesa -zaczyna się czas próby dla kapitana. Samotność w porcie, której nie odczuwam na morzu. Zawsze jest tyle do zrobienia na jachcie, czyjaś obecność jest mobilizująca, będąc samemu trzeba mieć dużo samodyscypliny aby cokolwiek w tym upale  robić. Na jachcie zawsze jest cos do zrobienia, jedynie dzięki temu, że na bieżąco usuwam wszystkie  usterki i regularnie sprzątam Ulysses się nie zdeklasował. W sumie dziwne, że podczas czteroletniej włóczęgi  nie znalazł się nikt kto popłynąłby na długi dystans. Ludzie najwyraźniej nie mają tak wysublimowanych potrzeb i nie zdają sobie sprawy jak może być  pięknie. Najdłużej płynął Zbychu Ptak z  Pszczyny: 3 miesiące na trasie Australii, Papua Nowa Gwinea, Palau, Filipiny. Mamy z sobą ciepły kontakt co może oznaczać, że nie mam specjalnie podłego charakteru.  Wielu się deklarowało aczkolwiek od deklaracji do czynu daleka droga. Może jak popłynę drugi raz będę miał wiecej szczęścia?   
W Alanyi muszę poczekać aby dokończyć sprawę windy kotwicznej, która ciagnie się od Phuketu czyli od stycznia a finał znalazła w Alanyi, gdzie po 3 dniach z Istambułu przysłano mi  do niej nowy silnik. Wczoraj go zamontowałem  znowu poczułem się jak Free Willy a dzisiaj 18.07 od godziny szóstej jestem w drodze do Kemer, 70 mil ma zachód od Alanyi. Od Kemer rozpoczyna się niezwykle urozmaicona linia brzegowa. Droga do Kemer spokojna, klasyczna dla Morza Sródziemnego znaczy silnik plus wspomaganie żaglami. Morze ma piękny głęboko niebieski  kolor, można patrzeć i patrzeć...
 
 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR