Jesteś tutaj

Strona główna

Johor Bahru – Szczecin – Johor Bahru 19.06 - 17.09.2013

Trzy miesiące spędzone na łonie rodziny skończyły się niepostrzeżenie i znowu opuszczam swój port macierzysty: Dankę, Marysię,Piotra i Rodziców. Nie wiem kiedy dane będzie mi się z nimi spotkać powtórnie. Życie morskiego ptaka ma swoją cenę o której się nie mówi, bo po co psuć obraz? 
Upływ czasu najbardziej był widoczny po Marysi, która po 20 miesiącach nieobecności z dziecka stała się nastolatką. Kiedy teraz przylecę? Planowanie przy tylu niewiadomych to głupota, można się tylko rozczarować. Poza tym cały urok morskich podróży polega na ich nieprzewidywalności.
Powiedzieć, że 11.09. byłem przy bramie odlotów na Tegel ale nie odleciałem. Kismet – tak miało być.
Czyli następne pożegnanie przede mną już za tydzień, źle to znoszę ale szczególnie przeżywa to moja Córcia. Trzeba to przeżyć.
Ostatecznie 17.09.2013 Qutar Airways unosi nas do Ulyssesa, który cierpliwie czeka w Danga Bay, w Malezji
Szczęśliwie mam towarzystwo, nie lecę sam. Jest ze mną Mikołaj, żeglarz, który ma korzenie w Słowacji a serce w Szczecinie. Wielu przyjaciół wcześniej chciało przeżyć morską przygodę, lecz skończyło się deklaracjach. Terminy, raty, obowiązki i inne ważne powody skutecznie hamują najbardziej gorące zapędy. Dalekie podróże najlepiej wychodzą z pilotem w ręku lub na wycieczce w pięciogwiazdkowym hotelu. Podczas Tall Ships Races w Szczecinie spotkałem na Rudę Knautsnaidera, który właśnie przekazał swoją ,,Victorię” tubylcom na Karaibach.
Ruda stwierdził,że dzisiaj nie ma już żeglarzy są czarterowicze. 
I coś w tym jest, czasy się zmieniły... Nikt już nie wita żeglarza pytając co tam słychac za horyzonten, raczej wręcza mu cennik. Taka jest cena za wygodę płynącą z GPS-a, każdy może przepłynąć ocean, jachtów jest za dużo aby to celebrować.
Mikołaj zbudował jacht i podziela moje przekonanie, że ocean jest lekarstwem dla duszy. 
Czy to wystarczy aby spędzić w harmonii ponad miesiąc na małej przestrzeni?
W Danga Bay gdzie czeka na nas Ulysses wita nas John Six, który płynie na swoim katamaranie w tym samym kierunku i cuda opowiada o kuchni i atmosferze Tajlandii. John tak naprawdę nazywa się Janusz Szóstka ale polskie nazwisko sprawiało zbyt wiele kłopotów w Australii.   
Też chcielibyśmy płynąć już jutro ale po 3 miesiącach postoju przy keji Ulysses wymaga nieco uwagi i starania, nie ma tego dużo ale wszystko trzeba przejrzeć. Okazuje się,że gaz się skończył a butli nie można napełnić, trzeba więc kupić kolejną wraz z reduktorem. Reduktor był z regulacją ciśnienia, które wyregulowaliśmy za wysoko, czego nie wytrzymała kuchenka buchając płomieniem. Na szczęście gaśnica była pod ręką i później pozostało tylko sprzątać rozpylony proszek. Dzięki refleksowi obyło się bez zniszczeń. Nieszczęścia chodzą parami i za chwilę zaczyna dymić przegrzany kondensator prostownika, ładowanie akumulatorów z lądu mamy więc z głowy. Pozostaje silnik, bateria słoneczna i wiatrak. Zakupy, trochę drobiazgów plus ogólny klar i po pięciu dniach jesteśmy gotowi do drogi.
 
 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR