Jesteś tutaj

Strona główna

Australia 2.11-21.11.2012

Nieprzespana noc odbiła się wieczorem gdy podczas party wypiłem 3 szklaneczki wina poczułem obezwładniająca senność i już wkrótce znalazłem się w koji. Marina Port Bundaberg znajduje się ujścia rzeki Burnett a do samego Bundabergu, trzeba podjechać autobusem, jakieś piętnaście minut. Bundaberg to ładne, spokojne, prowincjonalne miasto słynne z produkowanego tutaj rumu, w sam raz na sobotni przedpołudniowy spacer. Trudno byłoby mi znaleźć w nim załogę. Zastanawiałem się czy popłynąć na południe do Sydney czy też na północ do Cairns. Zwyciężyła wersja północna, która pozostawia mi możliwość kontynuowania podróży w kierunku Azji.

Australia jest zbyt droga aby spędzić w niej 5 miesięcy nie pracując.
W niedzielę w południe rzucam cumy i płynę w kierunku Cairns, dużego miasta na północy.
Wybrzeże Queensland jest najbardziej malowniczym terenem żeglarskim w Australii.
Mnóstwo tu zatok,wysp i raf, w końcu to Morze Koralowe. Morze Koralowe jest płytkie jakieś 20-40metrów, woda ma przyjemny szmaragdowy kolor ale nie jest przejrzysta z powodu wielu uchodzących do niego rzek. Żegluga wymaga uwagi ze względu na mnóstwo rozsianych wzdłuż wybrzeża wysp, wysepek i skał. Wyglądają surowo i malowniczo,są skaliste i porośnięte sosnami między którymi błyszczy żółty piasek plaż.
Pierwszy etap to 120 mil do wyspy Great Kappel, dalej 46 mil do Pearl Bay. Wstaję wcześnie i już o piątej rano ze świtem jestem w drodze. Żegluga szybka i komfortowa bo między kontynentem
a rafą morze jest spokojne. Pięknie.
W czwartek w południe wychodząc na pokład, zauważyłem nienaturalnie podniesiony bom grota, no i znowu mam czym się martwić. W miejscu zamocowania obciągacza bomu nastąpiło zmęczenie materiału i bom po prostu pękł. Grot w dół i skończyło się rumakowanie, zamiast siedmiu węzłów tylko cztery a do Cairns jeszcze 400mil. Rezygnuję więc z postojów i płynę bezpośrednio. Sezon huraganów zaczyna się za 3 tygodnie, w Cairns muszę usunąć awarię, znaleźć załogę, i uciekać na północ gdzie ich nie ma.
Płynę więc dostojnie i podziwiając widoki. Duże odcinki wybrzeża tak jak i wyspy są bezludne. Przepiękny jest archipelag Whitsundays: labirynty i szkiery podobne do Alandów tylko tutaj jest dużo cieplej. Niekiedy pokaże się jakiś żagiel czasami motorówka. Duże statki pływają poza rafą ale i tak w nocy muszę uważać bo gdy z przeciwnej strony popłynie drugi samotny żeglarz, który również będzie spał?
Żeglarz ze złamanym bomem, dobrze, że nie z sercem. Danusia mówi,że kocha i czeka ale z kobietami nigdy nie wie się...
Póki co trzeba płynąć. Te trzy, cztery węzły nie leżą w temperamencie Ulyssesa i moim więc w piątek 9.11. o dziesiątej rano podnoszę genakera 140 m/kw , wielu nie ma takiego mieszkania.
I mimo że wiatr jest słaby 10-12 węzłów od razu inna jazda, Ulysses mknie 5-6 węzłów czyli normalnie. Zbliża się wieczór, pogoda bez zmian, postanawiam więc genakera zostawić na noc.
Obudziłem się przed jedenastą, Jacht mknął 8-9 węzłów a wiatr miał siłę około dwudziestu węzłów z tendencją do wzrostu. Zrzucając w nocy genakera, który o mało nie wyrwał mi ramion i nie wyciągnął za burtę, przypomniałem sobie, że czasem trudniej jest żagiel zrzucić niż postawić.
Emocje z tym związane oraz ruch statków nie pozwoliły mi spać przez resztę nocy.
 
Nad ranem wiatr ścichł i patrząc na mapę odkryłem Hinchibrook Channel. Przejście między wyspą 
Hinchibrook a kontynentem o długości 26 mil. Podejście dość płytkie mniej niż 2 metry ale przypływ podniósł poziom wody, jak znak od boga, więc decyzja musi być zgodna z sprzyjającą naturą. Nie zawiodłem się, jest pięknie. Góry, lasy i gładka woda jak na rzece. Woda mało przejrzysta, kryła w sobie sporo życia w tym aligatory, które nie zawsze bywają przyjazne.
Wpłynąłem przy mieście Lucinda a kanał kończył się przy Caldwell. Postanowiłem zakotwiczyć na noc w kanale. Było pięknie poza tym potrzebowałem snu na spokojnej wodzie. Kotwica przy ujściu kanału do Morza Koralowego w Scraggy Point złapała od razu. Niestety hak mocujący łańcuch kotwiczny do knagi wypadł za burtę, był ze mną 20 tysięcy mil. Chciałem nurkować ale coś mnie powstrzymało i słusznie bowiem przepływający wędkarze potwierdzili obecność aligatorów.
Przyszła rozgwieżdżona noc, wokół nikogo, absolutna cisza tylko sapanie delfinów i błyszczące ślepia aligatorów. Niezwykły spokój natury udzielił mi się całkowicie, i o to chodzi.
Poczułem przynależność do Natury - jestem Żeglarzem.
W niedzielę rano 11.11 w Święto Niepodległości otworzyłem szampana wznosząc toast za Ojczyznę i z odpływem ruszyłem w drogę . Do Cairns pozostało mi jeszcze około 80 mil, postanowiłem podzielić drogę na dwa odcinki aby nie płynąć w nocy. Będę potrzebował energii aby naprawić bom i znaleźć załogę na dalszą drogę.
Spokojna żegluga jak na Jeziorze Dominickim plus pomyślny prąd ponad jeden węzeł. Stopniowo się rozwiewało a ja coraz bardziej oddalałem moment rzucenia kotwicy, rano więc z silnym wiatrem i deszczem wpłynąłem do Cairns. Rzuciłem kotwice na rzece przed mariną i tak nie miałem siły na nic. We wtorek wpłynąłem do Marlin Mariny i zabrałem się za najważniejsze - naprawę bomu. Wyszło nieźle acz b. drogo, przy okazji okazało się, że przyczyną pęknięcia był zepsuty obciągacz bomu, który nie amortyzował grota. Tyson zespawał i zrobił obejmę naokoło , wytrzyma z parę lat.
Wieczorem odwiedziłem miejscowy Rotary Club, mili ludzie ale nie było wśród nich żeglarzy. za to wracając na jacht zobaczyłem w barze dwie twarze, które wydały mi się swojskie. Podszedłem i zyskałem dwóch przyjaciół: Łukasza i Bartka. Są specjalistami od stawiania podwodnych kabli w morzu. Właśnie przylecieli i jeszcze jakiś czas ich statek stał w Cairns dając nam okazję do wielu miłych spotkań.
Po udzieleniu trzech wywiadów do radia SBS(sekcja polska), zyskałem na popularności i wielu Polskich Australijczyków dzwoniło do mnie z wyrazami sympatii a zupełnie nie znana mi pani Teresa z Melbourne za sponsorowała naprawę bomu co mi bardzo pomogło bo znowu zbliżył się czas kiedy muszę myśleć o zarabianiu.
Zyskałem też wielu przyjaciół telefonicznych jak Piotrka czy Poldka i chyba załogę.
Wszystko to dzięki żeglarskim koneksjom Włodka Kubiaka z Las Palmas, poprzez Bogdana Marciniaka z Sydney (dawna ekipa Asteriasa) po redaktora Andrzeja Lubienieckiego z Radia SBS, który jak zauważył jeden z moich przyjaciół pozwolił mi mówić...
Obraz
 
 
 
 

 

 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR