Jesteś tutaj

Strona główna

Galapagos – Markizy 28.04 – 19.05.2012

3000mil w 21 dni, solo. W  sobotę dokładnie o 12tej kotwica w górę. Prognoza pogody niezbyt zachęcająca – ogólnie brak wiatru ale  myślę, że gdy zejdę nieco na południe to pasat się odnajdzie. ,, Rotary” w górę i z zefirkiem 12 węzłów oddalam się od Santa Cruz, później po prawej Santa Isabela po lewej Tortuga a dalej otwarty ocean. Pierwszy tydzień minął szybko przy ładnej pogodzie i słabych wiatrach z rufy. Dzienne przebiegi wynoszą trochę ponad 100mil co biorąc pod uwagę odległość 3000 mil nie wygląda zbyt optymistycznie i daje miesiąc w morzu ale za to mam pełen komfort życia, gładkie morze i prawie brak kołysania. Dało to mi czas na przyzwyczajenie się do faktu, że płynę sam. Pierwsze wrażenia prawie euforyczne, nie ma zbędnych pytań i kompromisów plus poczucie wyjątkowości. W końcu nie codziennie pływa się samotnie na tak długim odcinku. Trochę czasu  i energii zajmuje mi kuracja kręgosłupa szyjnego, boli mnie prawy bark i nadgarstek. ,,Lekarzu ulecz się sam” więc leczę się od terapii manualnej wciskając kręgi na swoje miejsce używając do tego gaśnicy przeciwpożarowej, akupunktury i finalnie blokady farmakologicznej. Leczenie dało oczekiwany efekt co od razu wprawiło mnie w dobry humor i spowodowało postawienie grota. Podwoiłem powierzchnię żagli do 160 metrów co wraz z wzmagającym się pasatem dało wymierne wyniki  we wtorek przebieg dobowy wynosił 188mil. Niesamowite wrażenie kiedy woda po prostu syczy po obu burtach, średnia to 8 węzłów a chwilowe prędkości to 9-10 węzłów. Niezwykłe są noce. Księżyc w pełni, Mleczna Droga, jest bardzo jasno a za rufą biały warkocz kilwateru. Jestem tak podekscytowany, że trudno mi zasnąć. Można godzinami patrzeć na niebo, na wodę i na niebo. Żeglowanie Euforyczne. Spać niestety trzeba, jestem sam więc musze być zawsze w formie. Śpiąc oddaję się pod opiekę Neptunowi i Aniołom Stróżom wierząc w swoją szczęśliwą gwiazdę. Zwykle budzę się ze dwa, trzy razy w ciągu nocy. Zmysły wyostrzają się niezwykle. Szczególnie słuch, słyszę każdy nowy dźwięk nawet w czasie snu. Często w nocy wydaje mi się ,że jeszcze ktoś jest na jachcie , później sobie przypominam, że jestem sam. Sny są tak niezwykle oddalone od jachtu, przypominają mi się różni ludzie i sytuacje z przeszłości. Wszystko się układa od nowa i nabiera nowych znaczeń. Najczęściej śni mi się Żona -  moja ukochana, tęsknię.

Śpię w mesie na zawietrznej lub od czasu kiedy przez otwarty dla wentylacji luk wlała mi się przypadkowa fala zacząłem  spać w kokpicie tam zawsze jest dużo świeżego powietrza.  Przez dwa tygodnie żadna fala nie weszła na pokład a tu nagle o północy obudził mnie zimny wodospad i na drugi dzień wiadomo – robota.
Roboty natomiast nie będzie z praniem bo samotna żegluga nie obliguje mnie do ubierania się.  Mam nadzieję, że jak dopłynę nie zapomnę się ubrać...
Po tygodniu skończyły się owoce, z warzyw zostały ziemniaki oraz cebula. Neptun, któremu często składam ofiary i hołdy dba o mnie, daje mi ryby. Do tej pory złowiłem dwie mahi- mahi i dwa tuńczyki. Wczorajszy ważył z 10kg, ledwo go wciągnąłem a teraz jak samemu go zjeść? Dieta rybna, zresztą nie ma nic wspanialszego niż świeżo złowiona ryba. Ale kiedy zjem te wszystkie makarony i puszki, które kupiłem w  Panamie?
Pozornie każdy dzień jest taki sam , ale pozornie. Zawsze się dzieje coś nowego. Zmiana wiatru, inna fala, ryby, awaria. Poza tym wyznaczyłem sobie ,,rejony” i systematycznie coś naprawiam, czyszczę itd.  Poza tym dużo czytam i słucham audiobooków. Bardzo polecam odkrytą przypadkiem pozycję ,,Handlarze czasu”  Tomasz Jachimka - samo życie.
Czasu mam dużo dzięki <<Marianowi>>, tak nazwałem autopilota ku pamięci Mariana Wosinskiego, który pomagał mi w pierwszej fazie budowy. Dzięki niemu prawie nie dotykam steru, bez niego samotna żegluga byłaby naprawdę katorgą. <<Marian>> jest tak dobry, że gdybym wypadł za burtę sam doprowadziłby Ulyssesa na Hiva Oa.
 
W samotnej żegludze wypadnięcie za burtę jest jednoznaczne...
Drugim koronnym ułatwieniem jest GPS bez którego na pewno nie byłbym taki spokojny. Władysław Wagner nie miał GPS-a a odkrywcy jak Kolumb, Vasco da Gama i  wielu innych nie zawsze wiedzieli co jest za horyzontem. Myśląc o nich odczuwam głęboki szacunek. Oceany są takie same, natomiast zmienili się ludzie i jachty.
 
Piękna żegluga wiatr coraz silniejszy 24-26 węzłów, Ulysses mknie. Kapitan raz po raz patrzy na żagle zastanawiając się czy nie zarefować grota i pewnie długo by jeszcze myślał gdyby nie awaria obciągacza bomu, która zmusza do natychmiastowego zrzucenia grota. Obciągacz się rozleciał , robię nowy z talii ale patrząc na log gdzie bez grota  płynę może nie 9 ale ciągle 7 do 8 węzłów przypomniałem sobie , że nie płynę w regatach a moim celem jest rejs dookoła świata a za naprawy sam płacę. To powściągnęło mój temperament. Woda nadal szumi, jacht nie jest tak wciśnięty w wodę i jest spokojniej. Już wiem, że grot już w górę nie pójdzie.
 
 
16.05.2012 środa
Wczoraj pisałem, że grot nie pójdzie a od 1407 mam znowu pełen zestaw 160 metrów kwadratowych. Dlaczego? Zostało mi to Hiva Oa 450 mil, jeżeli utrzymam średnią prędkość 6 węzłów zakotwiczę w zatoce w sobotę w ciągu dnia. Wiatr zdycha do 4 B płynięcie więc na samym <<Rotarym>> acz wygodne i bezpieczne oznacza dodatkową noc na morzu. Stawianie grota na Ulyssesie to duży wysiłek ale  nie ma wyboru. Nie chodzi o jedną noc, bo  Neptun jest dla mnie łaskawy i dobrze się czuję na morzu  ale nie mogę doczekać się Polinezji. 
 
Ulysses na motyla płynie pięknie,  zdrowo powyżej 6-ściu węzłów jeżeli się nic nie zmieni w sobotę będziemy na Hiva Oa. Zależy to tylko od Neptuna...
A to jednak przekorny Dziad, wiatr zdechł grot się rozdarł od martwej fali, znaczy w dół.  Zamiast  180 planowanych mil 112 czyli cały misterny plan w p....du, nie będę w sobotę do południa. Jak twierdzi mój syn powiedz na głos o swoich planach a bogowie się roześmieją. Stało się. Na domiar złego wiatr zdechł a fala została i od martwego kołysania rozdarł się grot.
 
18.05 piątek
Pasat wrócił i to z dobrego kierunku SE! Rano ściągając ,,Rotarego ‘’ ze spinaker bomu, skubaniec zawinął się wokół sztagu. Tragos. Nie straciłem  ducha na szczęście i po serii manewrów wiatr go odkręcił ale zdrowo się umęczyłem. No znowu ,,Uli” tnie wodę z prędkością przynależną tzn. ośmiu węzłów.
 
19.05 2012 sobota
 Niestety z obliczeń wynika, że dopłynę na noc. Faktycznie przed Atuona na Hiva Oa jestem o dziewiątej. Ciemno. I znów przed wyborem kołysać się całą noc na morzu czy zaryzykować i wejść do zatoki. Fish or aquarium?  
 
19.05 2012 o 22.07 kotwica w dół w zatoce Taahuku Bay! Rano gdy spojrzałem wokół, widok powalił mnie na kolana. Jest Pięknie.
 

Przebiegi dobowe:

29.04

30.04

01.04

02.05

03.05

04.05

05.05

105Mm

125

140

133

138

101

107

 

06.05

07.05

08.05

09.05

10.05

11.05

12.05

108

170

188

176

163

157

151

 

13.05

14.05

15.05

16.05

17.05

18.05

19.05

160

162

141

141

137

112

159

 

Obraz
 
 
 
 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR