Jesteś tutaj

Strona główna

Malediwy-Izrael

Niedawno bo 23.02.2014 rano podnieśliśmy kotwicę w  Ao Chalong na Phukecie a dzisiaj w niecały miesiąc później 16.03.2014 robimy to samo w Atolu Goidhoo. Przed nami zagrożony piratami somalijskimi odcinek drogi z Malediw  na Morze Śródziemne. Jest nas czwórka Timofiej, Ilja, Włodymir i kapitan. Atmosfera dobra, piraci somalijscy nas nie przerażają, sami Szczęściarze.   Po południu o 1400 z żalem opuszczamy gościnny atol. Zostawilismy tam serca a ja dodatkowo kuszę do podwodnych polowań. Na Morzu Śródziemnym nie będzie potrzebna a widok szcześliwej twarzy obdarowanego wodza wioski był bezcenny. Przed nami jakieś 2500 mil do Adenu, w Jemenie Południowym, mogło być krócej ale wszyscy zalecają omijanie wyspy Sokotra, w odpowiedzialnej odległości stu a nawet stu pięćdziesięciu mil więc płyniemy trochę na około. W miarę zbliżania się do Sokotry, nasz czujność wzrasta. Nagle rano widać od zachodu białą rozbryzgującą się wodę, pirackie skify? Po chwili rzecz się wyjaśnia to orki, które skacząc i szybko płynąc zostawiały ślad torowy jak motorówka. Były emocje i pełna gotowość bojowa. Przebiegi dobowe około 150 mil,  rzekłbym - godne. Życie urozmaicają nam sukcesy wędkarskie, nie ma rybaków jest więc ryba. Jednego dnia 2 koryfeny, tuńczyk i rekin, który połakomił się na złowionego tuńczyka i sam został  na haku. Rekin niby nieduży 130 cm a ile obaw. Na szczęście zmęczony holowaniem nie walczył już na pokładzie, a z patelni był pyszny. Słowiańska załoga się dograła i wszystko szło swoim naturalnym trybem bez kapitańskich ingerencji czyli rugania. Czy może być lepiej?  Nie może. Przy wejściu do Zatoki Adeńskiej spotkaliśmy kilka statków, na dwóch oficerami byli sąsiedzi ze Szczecina, przekazali dobre wiadomości – nie widzieli piratowi  i nie słyszeli o żadnych pirackich atakach w ostatnim czasie. Dobrze, bo poprzedni statek nas postraszył co  znakomicie popsuło nasz nastrój. Przed  wejściem do Adenu odwiedził nas samolot a później helikopter międzynarodowych sił zbrojnych, sprawdzając coś my za jedni, jednocześnie dodając otuchy swoja obecnością.  31.03.2014 rano wpływamy do Adenu. Odprawy poza agentem są bezpłatne. Dotankowanie paliwa, zakupy, zwiedzanie miasta i po dwóch dniach w drogę bo prognoza dobra a w Adenie nie ma co robić. Nie mniej jedliśmy tam najlepsza jagnięcinę na Świecie. Następny port to Massawa w Erytreji, niedaleko jakieś 600 mil. Wychodzimy w morze 1.04 o 1800, wiatr pomyślny około 4-5B , następnego dnia rozwiewa się do 40 węzłów ale, że z południa to się nie narzeka. W pięknym stylu przechodzimy cieśninę Bab El Mandeb oddzielającą Azję od Afryki, obie  kontynenty widoczne a my pośrodku, można rzec w Centrum. Poza tym z każdą milą mija  zagrożenie ze strony piratów.  Niestety wiatr po 2 dniach się odwrócił na tzw. ,, klasyk” czyli północny i jak później się okazało towarzyszył on nam do końca Morza Czerwonego. Po pięciu dniach 05.04 o godzinie 16  zacumowaliśmy w Massawie, odprawa przebiegła sprawnie. Dwa dni można przebywać w Massawie bezpłatnie, później należy wykupić wizę za 100 USD od osoby - czyli długość naszego pobytu została określona. Miasto o pięknej włoskiej architekturze ale mocno zaniedbane. Erytreja jest chrześcijańska- koptyjsko, można wiec było wypić piwo a życie nocne nie kończyło się na sziszy. Niestety czas nas gonił, chłopaki chcieli wracać, a mnie 4 latach wędrówki zwiedzanie niespecjalnie podniecało.   W poniedziałek 07.05. w samo południe wypływamy do Ghalib w Egipcie, który jest rekomendowany jako port wejścia, właściwy dla odpraw granicznych czyli tańszy niż inne porty.   Na Morzu Czerwonym zaczęliśmy z Ulyssesem od nowa uczyć się pływać pod wiatr, nie było to nadto przyjemne po latach pływania w passatach ale konieczne. Wiatr 26-32 węzłów z północy czyli 2 ref i mały fok, mokro i trasa podwójna tzn. Z 1300 mil w osi Morza Czerwonego zrobiło się 2250mil. Takie jest żeglarstwo.  Po drodze stawaliśmy na rafach, nurkując i podziwiając rafy. Nie mniej  wszystko co dobre kiedyś się kończy i  po 11 dniach dotarliśmy do Ghalib a po dalszych dwóch 19.04 do Hurghady. Tu nastąpiły wielkie zmiany Timofiej z Ilja wrócili na Białoruś. Mołodcy musieli wracać . Zostałem z Włodimirem z Dnietropietrowska ale dołączyła do nas  Natalia z Moskwy. Przyjaciółka Aleksa który płynął z nami na Malediwy. Odważna kobieta, która nie mając żadnego doświadczenia żeglarskiego chciała spróbować czegoś nowego. Wniosła sporo energii i humoru. Po sklarowaniu jachtu już we trójkę popłynęliśmy dalej, kierunek Suez. Po drodze zaliczyliśmy nurkowanie na kilku rafach , woda kryształowa ale dla mnie po Tajlandii zbyt zimna tylko 24 stopnie. Śmieszne to ale kilka stopni różnicy temperatury sprawiły, że na Morzu Czerwonym śpię pod grubą kołdrą. Trasa tradycyjnie pod wiatr, co biorąc pod uwagę duży ruch statków oraz liczne platformy wiertnicze i niewielką szerokość Zatoki Sueskiej, czyni halsowanie dość uciążliwym szczególnie w nocy. Szczęście jednak nas nie opuściło bowiem w porę dostrzegłem dwie nieoświetlone, porzucone platformy wiertnicze. Mogło się źle skończyć lecz  Neptun czuwał nad Ulyssesem i załogą , nie radar, nie mapa, nas uratowały a obserwacja. Suez kiepska marina ale dobra atmosfera, paliwo z przemytu i wycieczka do Kairu. Turystów mało wiadomo rewolucje nie służą turystyce. W muzeum egipskim było około 200 osób to samo pod piramidami. Brak turystów to wynik niepewnej sytuacji politycznej w Egipcie... Kanał Sueski ma 150 km długości jest trudny do przepłynięcia w jeden dzień. Los zrządził, że wypływamy o 0515 rano  jest więc szansa, że sie to uda, bo w krajach arabskich jutro to niewiadoma. Udaje się  dopłynąć do Izmail przed 1300, więc opłaciwszy bakszysz płyniemy dalej. Było trochę emocji, gdy duże ,,szafy” przesuwały się 30 metrów od burty Ulyssesa ale czy w czasach kiedy nie jest się pewnym czy przed tobą stoi mężczyzna czy  kobieta, ma to sens  roztrząsać?  Nie mniej po 14 godzinach motorowania o 2217  wychodzimy z Port Said na Morze Śródziemne. Prawie koniec. Teraz należy obrać właściwy kierunek, miała być Turcja ale wiatr wieje w kierunku Izraela.  Decyzja jest więc oczywista, należy z wiatrem. Po dwóch dniach żeglugi  i paru kontrolach na wodach przybrzeżnych, trafiamy do Herzliya Marina. Lepszego miejsca w Izraelu nie ma. Niestety jest sobota czyli szabat  wszystko trwa trochę dłużej i kosztuje. Tercet egzotyczny: Rosjanka, Ukrainiec ,Polak – budzi zdziwienie i wiele pytań ze strony służb bezpieczeństwa, ale dostajemy wizę. Złą  wiadomością jest opłata za odprawę w szabat – 300USD. Życie.  Diana z mariny znalazła się wspaniale i na otarcie łez płaciliśmy za marinę połowę stawki czyli jakieś 30 Euro. Natalia po dwóch dniach wróciła do Moskwy, zostaliśmy z Wołdią sami. Pusto się zrobiło bez niej zrobiło. Tel-awiw byłby pięknym miejscem do życia gdyby nie zabójcze ceny. Wyjaśnię: piwo w sklepie 15 PLN, w knajpie 30 PLN, reszta adekwatnie.  I jak żyć? To pytanie często sobie zadaję od jakiegoś czasu, do zamknięcia pętli na wysokości Lizbony zostało mi jakieś 1900 mil.  Co jest niczym w porównaniu z trzydziestoma  tysiącami za rufą. Problem nie polega na ich przepłynięciu a na znalezieniu sposobu na życie, po rejsie. Póki byłem daleko od domu, życie biegło swoim tropikalnym rytmem i ze względu na dużą odległość po prostu byłem w drodze, co jest oczywistym rozwiązaniem dylematów. Teraz gdy z Izraela do domu są cztery godziny lotu tęsknota zaczyna szarpać serce. Płyniemy z Wową do Askhelon, najtańszej mariny na Morzu Śródziemnym aby pozostawić bezpiecznie Ulyssesa  i polecieć do domu. Jak zwykle główną troską są pieniądze a w zasadzie ich brak. Ulysses jest w dobrej formie ale wymaga paru  niezbędnych napraw, przede wszystkim naprawa grota oraz windy kotwicznej raz jeszcze. Idea najprostsza to zorganizować kilka rejsów, ale  sezon już w pełni, gdzie szukać chętnych? Wzrok pada na Turcję , piękne wybrzeże, krótkie odcinki od zatoki do zatoki. Trzeba będzie spróbować. Najchętniej wziąłbym kurs prosto na Szczecin ale ekonomia zatrzymuje mnie na Śródziemnym...


Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR