Jesteś tutaj

Strona główna

Antigua i Great Bird Islands

Plan był prosty wstać wcześnie, wykąpać się, podnieść kotwicę żegnając kotwicowisko przy Pigeon Island (Gwadelupa) i korzystając z osłony wyspy zjeść śniadanie kierując się na północ w kierunku Montserrat. W tropikach człowiek budzi się wcześnie bo o szóstej zaczyna być jasno a zarówno poranek jak i zmierzch to najprzyjemniejsze pory dnia dlatego podświadomość budzi nas sama.

Pierwsza część planu poszła jak płatka, płyniemy na Montserrat, miejsce słynne z jedynego czynnego wulkanu na Karaibach, który wybuchł niszcząc pół wyspy 1995 roku. O dziwo wieje 15-16 węzłów z E, czyli korzystnie. Płyniemy na podstawowym zestawie Fok i Grot z dobrą prędkością 6-7 węzłów.

Pięknie, ale okazuje się ,że zmieniając kurs nieco na północ można dopłynąć na Antiguę. I tu z filozofią Józka, a teraz i moją, nie wiemy gdzie płynąć, bo to przecież <>. Jest problem bo tu ciekawie a tam interesująco... Rozstrzygnąć dylemat mogła tylko opatrzność, niech więc Wiatr zdecyduje, jeżeli utrzyma kierunek i pozwoli nam dotrzeć jednym halsem do English Harbor, płyniemy na Antiguę, jeżeli nie odpadamy na Montserrat.

Ostry bajdewind, pasat się wzmaga do 24węzłów ale co może nas zatrzymać? No i po południu 25.04. około 25 kotwiczymy w Freeman Bay na Antigua, 56 mil za nami. I jak nie wierzyć w opatrzność i jej wpływ na nasze wybory... O tym ,że dopłynęliśmy do właściwej wyspy utwierdził nas las żagli jako, że rozgrywane są właśnie coroczne regaty Antigua Week w których bierze udział około 200 jachtów. Atmosfera w Nelson Dockyard: żeglarska - bary pełne. Wiatr silny do 30 węzłów, na kotwicowisku tłoczno, a znane ono jest z tego, że jachty tańcząc na kotwicy lubią się z sobą dotknąć... Jachty z calego świata, obok nas sąsiedzi z Wiednia i Hamburga. Kotwica trzyma mocno, ale płynąc na ląd kapitan zawsze czuje niepokój czy po powrocie jego okręt będzie na tym samym miejscu. W Nelson Dockyard czuje się tradycję jeszcze z czasów Nelsona, który stacjonował tu w 1745 i gubernatora wyspy Sir Richarda Hughesa, który podczas kolacji nieopatrznie stracił jedno oko usiłując zabić karalucha widelcem.

Wyspy Zawietrzne są dużo bardziej turystycznie rozwinięte w porównaniu do Nawietrznych. Szerzej wkroczyła tu cywilizacja i znana nam komercja, a jak znana to bezpieczna, chętnie więc odpocznę od wiejskich klimatów Grenadyn.

I komercja już się zdążyła sprawdzić 2 razy w Carlisle Bay i Hermitage Bay , nie dość, że piękne zatoki to jeszcze udało się skorzystać bezpłatnie z internetu resortów hotelowych i wysłać korespondencje oraz ściągnąć aktualne prognozy pogody .

A jak mawia Ruda Krautschneider: "wszystko co najlepsze jest bezpłatne", i to się sprawdza.


3.05.2011, wtorek
Rzadko zdarzają się takie miejsca jak Hermitage Bay , piękne z plażą ,czystą wodą i bezpłatnym internetem. I pewnie przez ten internet postaliśmy tam 4 dni, dużo czasu spędzając przy komputerze. Całkiem inaczej koresponduje i skajpuje z jachtu niż z internet cafe. Zaległości komunikacyjne nadrobione. Kamera pozwoliła nawet pokazać rodzinie w jak pięknych okolicznościach przyrody stacjonujemy. Rzeczywiście kolory jak z kiczowatego landszaftu: błękit, turkus i żółć plaży.

Ale w końcu trzeba płynąć dalej... Skok na zakupy do Dolly Harbour, głęboka, dobrze osłonięta zatoka chyba bezpieczna nawet podczas huraganu. Supermarket wyśmienicie zaopatrzony, a obsługa sklepu dowozi wózkiem zakupy do mariny. Fantastico! Jolly Harbour to wspaniała marina i niewiele więcej, decyzja jest więc oczywista płyniemy dalej na północ wyspy. Dużo nie upłynęliśmy bo było już późno i do tego pod wiatr, a ja źle znoszę dźwięk silnika więc po półtora godzinie rzucamy kotwicę w Deep Bay. Klasik: błękit, szmaragd i złota plaża z hotelem, ale bez internetu. Powitał nas żółw wystawiając głowę z wody i to chyba był dobry znak bo kotwica za 3 razem chwyciła. Po zakotwiczeniu zawsze nurkuję sprawdzić ułożenie kotwicy. Nic nie należy zostawiać przypadkowi, w nocy często wiatr tężeje i zmienia kierunek.


4.05.2011, środa
Długie nurkowanie wzdłuż brzegu do wraku statku, który teraz stała się domem wielu wodnych stworzeń, o czym przypomniała mi półtorametrowa barakuda pokazując mi zęby, argument nie podlegający dyskusji, nie ma co drażnić się z tubylcami, ustąpiłem pola . No i za chwilę kotwica w górę i zobaczy się co los przyniesie.

Los zaprowadził nas do Jumby Bay na Long Island, wysepce na północ od Antigua, z piękna plaża i resortem wypoczynkowym gdzie doba kosztuje 1300USD, ale all inclusive. To normalna cena na Karaibach - sprawdzałem. Wieczorem gościliśmy Jacqueline i Toniego z Belgii, którzy tak jak ja przepłynęli Atlantyk i myślą o wyprawie dookoła. Wieczór był miły i zaowocował korzystną wymianą: Tony przegrał mapy ode mnie a ja dzięki niemu ściągnąłem bezpłatny program nawigacyjny - warto się spotykać.


5.05.2011, czwartek
Dzisiaj znowu przed trzeba podjąć decyzję: Bird Island czy Barbuda. Józef konsekwentnie nie pomaga mi w tym, no bo "wszystko jedno". Kolejny raz zdecyduje Wiatr... I wiatr a w zasadzie jego brak zdecydował, nie było sensu płynąć 30 mil na silniku , lepiej popłynąć 2,5mili na Great Bird Island.

Obraz

Zobacz galerę zdjęć »
 


Great Bird Island

To był strzał w dziesiątkę i jak nie wierzyć w opatrzność?
Wyspa jak i pozostałe wysepki wokół jest zamieszkana tylko przez różnorodne gatunki morskich ptaków, wokół skały i rafy,woda czysta jak kryształ. Na kotwicy stały tylko dwa jachty amerykański i Jakker naszych belgijskich przyjaciół. Po ponton do wody, aparaty w dłoń i na Ptasią Wyspę.

Lądujemy na małej piaszczystej plaży i od razu ogarnia nas atmosfera tego niezwykłego miejsca: zapach kwiatów i krzyki tysięcy ptaków oraz wybujała zieleń. Poczuliśmy się jak odkrywcy - jedyni na wyspie. Ale sfotografuj tu ptaka, czujne bestie na widok człowieka podnoszą ostrzegawczy hałas i już ich nie ma . Jest tu sporo gatunków, niestety nie rozpoznaję ich, przydałby się mój przyjaciel Jasiu Nowicki, który nie dość, że by je rozpoznał ale jeszcze opowiedział by o ich zwyczajach. Wreszcie dają się sfotografować ale tylko te najpospolitsze gatunki - mewo-podobne ale, też pięknie się prezentują. Spędzamy na wyspie całe popołudnie do wieczora. Naprawd żal odpływać... To chyba najurokliwsze z miejsc, które do tej pory widziałem. Potwierdza to również Józef, który z natury jest niezwykle sceptyczny i rzadko się zachwyca czymkolwiek.


6.05.2011, piątek
Od rana długie nurkowanie, śniadanie i mimo żalu czas płynąć. Oczywiście Opatrzność pomaga nam w decyzji bo od przyszłego od wtorku nie będziewiatru a na San Martin ze 100mil. Trzeba ruszać dzisiaj. Czyli dzisiaj ruszamy na Barbudę, która jest 25 mil na północ i jest po drodze.

Z Great Bird Island na otwarte morze są dwie drogi: ta którą przypłyneliśmy i z dwie godziny krótsza -przez Bird Island Chanel, o którym locja pisze, że lepiej pozostawić ją tutejszym lub komuś kto jest doświadczony w pływaniu wśród raf. Morze jest spokojne a ja nie byłbym sobą gdybym nie spróbował czegoś nowego. Jest ryzyko jest zabawa. Zawsze można się cofnąć. Mamy elektroniczną mapę, GPS - powinno być dobrze. Początek jest łatwy. GPS załatwia sprawę ale przed nami krótki odcinek o głębokości 1,8 m tyle ile mamy zanurzenia i tu są prawdziwe emocje! Czemu ufać echosondzie, GPS -owi czy oczom? Wydaje się,że Ulysses szoruje po kamieniach, woda jest tak przejrzysta,że trudno ocenić głębokość ale echosonda pokazuje 2,6m, jest dobrze. Ale adrenalina! Przepłynęliśmy! Trzeba złożyć w podziękowaniu ofiarę Neptunowi i napić się piwa. Droga na Barbudę spokojna, wiatr NE ok.13węzłów, ostry bajdewind, damy radę.

Po 5 godzinach dostrzegliśmy pojedyncze palmy a później niski, płaski piaszczysty brzeg. Dwudziestokilometrowa plaża z białym piachem i szmaragdowa woda. Kotwica chwyciła. Widok na jedyny na plaży budynek Ligthouse Hotel, 1200 USD doba, bo wypoczynek musi kosztować. Jak powiedzieć, że się nie wypoczęło wydawszy kilkanascie tysięcy dolarów? Barbuda jest całkowicie inna niż reszta Antyli mniejszych, jest niska ledwie wystająca z wody , z wielką laguną w środku,piaszczysta. Mieszka na niej 1800 osób


7.06.2011 sobota
Największą atrakcją Barbudy jest licząca ok. 30 tysięcy kolonia Fregat, są to ptaki o dwumetrowej rozpiętości skrzydeł , a samce podczas godów nadymają charakterystyczne czerwone wola. Kolonia znajduje się w pólncnej części laguny dotrzeć tam można tylko łodzią i z licencjonowanym przewodnikiem. Nasz przewodnik Salomon lubi szybką jazdę i po chwili jesteśmy już w sanktuarium. Ilość fregat szczególnie młodych robi wrażenie ale nie widać żadnych czerwonych podgardli samców. Salomon wyjaśnił nam, że po zakonczeniu obowiązku prokreacyjnego, samce przenoszą się na inne lęgowiska na Pacyfiku a młodymi zajmują się matki. Każdy gatunek ma swoje zwyczaje. Codrington,stolica i zarazem jedyne miasto, zabudowane jest domkami z drewna czy też baraczkami, jak kto woli. Mieszkańcy sympatyczni i wyglądający na szczęśliwych. Wszędzie ślady koni, tzn ich odchody, bo konie pasą się w buszu. Konie i wyscigi konne to wielka pasja mieszkańców Barbudy. W nocy na ulicy więcej luźno przechadzających się koni niż ludzi. O 1745 podnosimy kotwicę i wypatrując raf kierujemy się na St. Martin.

Nie za silny lecz sprzyjający wiatr potwierdza słusznośc decyzji - rano będziemy na miejscu Około 0530 mijamy St. Barth a o 0830 kotwica ląduje w piachu stolicy St. Martin - Philipsburgu.

Obraz

Zobacz galerę zdjęć »


Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR