Jesteś tutaj

Strona główna

Curacao – Cartagena 15.11 – 02.12 2011

Przyleciały posiłki ze Szczecina: Tomek, Janusz i Jacek. Dobrze widzieć przyjaciół a dodatkowym plusem są wędliny z Polski i płyny produkowane właściwie tylko  w Ojczyźnie. No i najważniejsze  poprzednia ekipa przywiozła kabestan (15 kilo) a teraz chłopaki przywieźli generator wiatrowy Breeze Air (6 kilo) okazuje się,że najłatwiej i najtaniej wszystko jest załatwić w Polsce. Niesamowita jest względność czasu podróży aby wrócić do Polski pod żaglami muszę poczekać do maja i dalej potrzebowałbym ze dwa miesiące a tu 10 godzin i już na Curacao.

Kilka dni na zwiedzanie i przygotowanie jachtu i wreszcie: żegnaj Curacao. Wypływamy o 1730  tak aby rano dopłynąć na Arubę. Przed nami 80 mil. Pogoda zmienna : brak wiatru, burza ,deszcz , nadmiar wiatru ale rano widać już Arubę. Drobny problem aby odnaleźć punkt odpraw ale po 2h rozwiązany pomyślnie. Sądziłem,że odprawę robi się w stolicy Oranjestad a okazuje się że 5 mil bliżej wmałym porcie Barcadera.  
Kotwiczymy w uroczej zatoce niedaleko miasta, czysta karaibska woda a na brzegu wiadomo: pokusy.  Aruba z trzech wysp Antyli Holenderskich jest na jbardziej turystyczna i rozrywkowa. Trzeba tego dotknąć, i tak z planowanego jednego dnia postoju robią się dwa. Ale jak inaczej skoro już pierwszego wieczoru trafia się nam finał tenisa plażowego Aruba- Brazylia. Cudowna  międzynarodowa atmosfera, kilka drinków i noc za nami. Na Arubie  łatwo się porozumieć po angielsku, turyści bowiem to głównie  Amerykanie. 
Samolot ląduje za samolotem.  Prawdziwy kołchoz ale w stylu amerykańskim czyli kolorowo. Dwa dni to w sam raz.
Przed nami prawdziwa egzotyka Kolumbia. Po drodze chcieliśmy wstąpićna samotne wyspy Los Monjes należące do Venezueli ale zmrok i pomyślny wiatr odwiodły nas od tego. Kilka zdjęć i rozmowa z dyżurnym oficerem musiały wystarczyć.
Po 30 godzinach żeglugi 200 mil za nami , wchodzimy do Santa Marta. Żęgluga była szybka, zdelfinami, burzami , deszczami i uderzeniem w kłodę drewna,która spłyneła rzeką wraz z deszczami. Spotkanie z kłodą zrobiło wrażenie, przypadkowo spojrzałem na eehosondę, która pokazała 2 metry a za chwilę bach... skąd tu skały na pełnym morzu, taki błąd? K...wa! Nie to kłodadrewna, bez uszkodzeń. Wody wokół Przylądka Santa Marta urocze miasteczko z nową piękną mariną. Ludzie przemili. Tanio.
Odprawę załatwił Dino, niezwykle sympatyczny i kompetentny agent.  Miasto  pełne życia i sprzedawców, walka o przetrwanie się toczy...
Oni chcą sprzedać a my nie możęmy wszystkiego kupić...
Nastepnego dnia załoga  mimo deszczu pojechała dżipem w góry, z tego co opowiadali wyglądało to przy tych deszczach groźnie ale i wrażenia mocniejsze.
Żal opuszczać Santa Martę  ale przed nami gwóźdź rejsu Cartagena.
 
   
 
 
 

 

 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR