Jesteś tutaj

Strona główna

Suvarov Atol 28-07.09.2012

Atol Suvorova położony jest 730 mil na zachód od Bora Bora i 530 mil na wschód od Samoa Zachodnie. Zagubiony na oceanie atol odkryty został dopiero w 1814 roku przez ekspedycję Lazariewa i nazwany na cześć rosyjskiego marszałka Suvarowa. Obecnie należy do Wysp Cooka.

Wyświetl większą mapę

Zamieszkany stale był tylko w latach 1952-1978 przez nowozelandzkiego żeglarza Toma Neala.
Po jego śmierci stworzono tutaj Park Narodowy, którego w sezonie żeglarskim maj – październik
strzegą dwaj strażnicy przyrody. Miejsce ze względu na swoją urodę i romantyczną historię nowozelandzkiego samotnika stało się kultowym dla żeglarzy oceanicznych.
Pomyślałem, że skoro wszyscy się tak zachwycają tym miejscem to pewnie jest przereklamowane, muszę więc sprawdzić.
Przed Ulyssesem ponad siedemset mil, na Pacyfiku takie odległości między wyspami to norma i nikt się nad tym specjalnie nie rozczula. Ten odcinek był jednak niezłą szkoła jazdy. Z Bora Bora wyszliśmy o 1730 na noc, tak lubię, nie jest tak gorąco a jest romantycznie – mleczna droga wyznacza szlak a człowiek ma ochotę wyć do gwiazd i wreszcie realnie odczuwa swoje miejsce w Kosmosie. Był to zresztą jeden z ważniejszych celów tej podróży. Samotna żegluga pogłębia te wrażenia bo nie ma miejsca na pustosłowie typu: I like it.
Zaczęło się umiarkowanie, wiatr z rufy E 14-16 węzłów a że lubimy z ,,Ulim” szybką jazdę to grot i reacher w górę na motyla, razem jakieś 160 m kw.Efekt po pierwszej dobie to 162 mile za nami. Neptun lubi jednak sprawdzać swoich poddanych i drugiego dnia tuż przed zachodem słońca niespodziewany szkwał o sile 38 węzłów zmusił mnie do błyskawicznego zrzucenia grota, nie było to proste przy ,,Rotarym” na spinakerbomie, jedyna technika to wybranie go do diametralnej jachtu i zrzucenie go z wiatrem. Udało się, w pospiechu jednak pośliznąłem się i stłukłem sobie biodro. Co za uczucie, przez chwilę leżałem przy maszcie i zastanawiałem się wstanę czy nie wstanę? Człowiek jednak nie ma wyjścia musi sobie dać radę. Bolało jeszcze tydzień. Dwa następne dni wiało ponad 20 węzłów i płynąłem tylko na ,,Rotarym”(reacher 80m) za rufą zostało kolejno 154 i 144mile. Czwartego dnia tylko 122 mile, wiatr się kończył, do Suvarova zostało około 140 mil, czyli w zasięgu na następny dzień ale aby zdążyć przed nocą trzeba przyspieszyć. Znowu więc 160m na maszcie i znowu na motyla, fok na spinakerbomie, grot na kontraszocie i jazda... Oczywiście gdy postawiłem grota wrócił i wiatr. Zaczęła się piękna jazda osiem węzłów i więcej. Dobra praktyka morska nakazuje przed nocą redukować powierzchnię żagli ale jak dopłynę do Atolu w nocy to nie da się wejść do środka, wejście nie jest oznaczone a mapy są niedokładne. Wkrótce przekonałem się, że pośpiech jest dobry ale tylko przy łapaniu pcheł.
Pierwszy szkwał o sile 37 węzłów przyszedł 2310 nie trwał długo z 10 minut ale zostawił ślad na psychice, gdy Ulysses szybował z 10 węzłów a ja utrzymywałem kurs z wiatrem. Obyło się bez strat w ludziach i sprzęcie i po chwili wszystko wróciło do normy. Płyniemy.
Drugi szkwał obudził mnie około 0200, siła podobna jak poprzednio tyle, że jak się obudziłem jacht leżał w dryfie z osiemdziesięcioma metrami foka pracującego wstecznie. Co robić? Masa pracy i wszystko trzeba zrobić we właściwej kolejności. Zdjąć kontraszot grota, wybrać grota do diametralnej, zwrot przez rufę. żagle po jednej stronie jachtu. Zrolować ,,Rotarego", do linii wiatru, grot w dół, ponownie rozwinąć foka i wrócić na kurs. Wiatr stężał do 25węzłow, nie było więc potrzeby ponownego stawiania grota. Prędkość 7-8 węzłów, zdążę w porze dnia.
Atol ukazał się w południe i dopiero w odległości 5 mil, na radarze też był ledwie widoczny co tłumaczy, został tak późno odkryty. Parę wysepek na środku oceanu otoczone rafą koralową, niezwykłe. I dzisiaj bez GPS-u niełatwo byłoby go znaleźć. Wejście jest szerokie , wiatr sprzyjający
postanawiam więc wejść na żaglach, chcę się poczuć jak odkrywca z mórz południowych. Na
O godzinie 1430 kotwica w dół. Jestem na końcu świata w Atolu Suvarova, trafiają tu tylko wybrańcy.
Znowu wokół błękity i szmaragdy wody. Na wejściu powitał mnie żółw a teraz wokół jachtu krąży w charakterze komitetu powitalnego jeden rekin rafowy. Natura.
Na kotwicy stoi kilkanaście jachtów ale nikt sobie nie przeszkadza. Na jachtach przeważnie pary, niekiedy pary z dziećmi tłoku więc nie ma. Przeważają Amerykanie ale są też inne nacje. Polacy nie bywają tu często, wieszając swoją banderę ,,w miejscu pamięci” zauważyłem powieszoną w 2011 roku flagę jachtu Format. Na wyspie mieszkają Harry i Aintz - strażnicy przyrody Stoi chata , kilka hamaków, drogowskazy, tablica informująca i to wszystko.
Nie ma Nic, trochę jak w Kazimierzu Dolnym. Nie ma Nic ale jest ta niezwykła dobra energia, która sprawiła, że zamiast planowanych trzech dni zostałem dziesięć. Najważniejsze, że nie ma Internetu. Wybrańcy, którzy tu dotarli są więc Tu i Teraz. W praktyce oznacza to życzliwość, spotkania i rozmowy a nawet gitarę i śpiew.
W ciągu dnia nurkowanie, łowienie ryb polowanie na kraby kokosowe dobre jak langusty oraz wycieczki do odległych krańców atolu który ma 20km długości. Za 1,5litra benzyny od osoby Aintz zabiera żeglarzy w odległe od kotwicowiska miejsca na małe wysepki, rafy czy legowiska ptaków.
Lęgowiska robią niezwykłe wrażenie gdyż ptaki nie boją się ludzi i można je prawie dotknąć.
Piękne rafy, dużo ryb, kryształowa woda czyli Nic. W atolu wolno łowić ale nie wolno do ryb strzelać z kuszy aby nie zmieniać zachowań rekinów, które ogólnie są niegroźne.
Ryby nie boją się rekinów, pływają one wśród nich co na rybach nie robi wrażenia. Zjadają tylko sztuki chore lub uszkodzone. Początkowo wokół Ulyssesa pływał jeden rekin ale moja hodowla zwiększyła się gwałtownie gdy zacząłem je karmić resztkami złowionych ryb. Potem miałem już sporą grupę fanów do 20sztuk. Raz mając dłuższy szkielet ryby karmiłem je z ręki na platformie Ulyssesa. Wdzięczne stworzenia hodowcy nie ruszyły.
 
Idylla idyllą ale oczywiście zawsze musi się coś zepsuć. Pewnego dnia mocno powiało, wydałem więc dodatkowe metry łańcucha i oczywiście zepsuł się starter windy.
Kolejna lekcja pokory i cierpliwości. Problem polegał na braku styku między obwodami, cyna była za miękka ponieważ topiła się przy wysokim prądzie. Na drugi dzień rozwiązanie znalazł Stein z ,,Hero” poradził mi owinąć blaszki drutem miedzianym, i działa!
Mogę więc płynąć dalej...
Po konsultacjach pogodowych najlepszym dniem wydaje się siódmy września, nie wypływam zwykle w piątki ale na Pacyfiku pasat nie jest regularny więc jak nie załapię się na tę turę wiatru będę musiał czekać na następną.
O 1230 podnoszę kotwicę i czemu towarzyszy jak zwykle żal pomieszany z radością wyjścia na ocean, przede mną tylko 530 mil do Apia na Samoa Zachodnim, wieje piękny pasat i czegoż więcej chcieć?
Obraz
 
 
 
 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR