Jesteś tutaj

Strona główna

Palau 22.01- 16.02.2013

W tych szerokościach przeważa brak wiatru lub słabe wiatry zmienne. I tak właśnie było. Poprawiło się po przekroczeniu równika 25 stycznia o godzinie 21.15 na 149°07'E. Po raz drugi przekroczyłem równik, tym razem w kierunku północnym. Do Palau zostało nam 1150 mil. Ze względu na brak wiatru zajęło to aż 10 dni. Przywiało dopiero przed samym wejściem do atolu i to ponad 35 węzłów z deszczem, który ograniczał widzialność do 50 metrów. I jak tu wchodzić, tym bardziej, że mapa znowu nie zgadza z rzeczywistością? Po przeczekaniu, domyślając się, że nasze wschodnie wejście wyznaczają wystające z wody tyczki, pilnie obserwując wodę 02.02 wpłynęliśmy do Korror stolicy wyspy

Odprawa, opłaty portowe, zezwolenie na pływanie wśród Rocks Islands i już byliśmy lżejsi o kilkaset dolarów... Rock Island warte były wysiłku. Pływanie w labiryncie powstałych w wyniku erozji wysp, wyglądających jak głowy grzybów, stanowiło niezapomniane wrażenie.
Pobyt w Korror zaowocował spotkaniem Tima i Jacka ze ,,Slicka” i ponownym spotkaniem Nektona z Łukaszem i Pamelą. Nekton przypłynął tu jednym skokiem z Nowej Kaledonii, będąc 34 dni w morzu. Wszyscy w dobrej formie, co musiało zakończyć się dwudniową imprezą, która - niestety - odbiła się na mojej czujności żeglarskiej.
Planowałem zrobić odprawę w piątek a wypłynąć w sobotę, niestety urzędnik imigracyjny zmusił Ulyssesa do wypłynięcia jeszcze tego samego dnia. W wirze pożegnania i złości spowodowanej tą zmianą planów, zmieniłem w ploterze kartę z mapami na następną, sięgającą Filipin. I to był błąd, który mógł zakończyć odyseję, gdyż na tej mapie nie było rafy wokół Palau. Po trzech godzinach żeglugi, ze stanu relaksu po wypłynięciu, zgrzyt tarcia balastu o rafę przywrócił nas rzeczywistości. Nic głupszego, jak wejść przy spokojnej pogodzie na rafę i to przez własną niefrasobliwość. Szczęśliwie, lenistwo uchroniło mnie przed postawieniem grota i wyhamowanie z czterech węzłów poza wrażeniem na załodze nie spowodowało szkód. Mogło być źle, bo sonda pokazywała 1,5m. Fok w dół , silnik wstecz i znowu się udało. Tak, głupi ma szczęście,  ale co drugi...
Po śladach wróciliśmy do Korror, by wyruszyć w drogę następnego dnia- czyli zgodnie z pierwotnym planem. Drugi raz piątek okazał się pechowy.
Obraz
 
 
 
 
 

 


Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR