Jesteś tutaj

Strona główna

Filipiny 22.02 - 28.04.2103

Zostałem znowu sam z poranionym Ulyssesem, na kotwicy przed jacht klubem Cebu. Obok stały jeszcze cztery jachty. Klub z sympatycznym barem - bowiem żeglarstwo bez baru jest trudne do wyobrażenia. A gdzie, jak nie w barze, snuć morskie opowieści? Bar niezwykle przystępny cenowo, czego po drogiej Australii nie sposób nie docenić.

Obiad kosztował 5 dolarów, piwo dolara, ogólnie Filipiny okazały się niezwykle tanie.
Było trochę do zrobienia. Najważniejsze to ponowne wzmocnienie bomu, naprawa żagli, kilka problemów z elektryką, przejrzenie silnika oraz ogólny klar gdyż wilgoć spowodowała, że sufity i ściany zaszły grzybem. Nie miałem więc czasu użalać się nad sobą tylko zabrałem się do pracy.
Sił dodało mi wsparcie przyjaciół, którzy w czasach wzajemnego braku zaufania, pożyczyli mi pieniądze na przeprowadzenie niezbędnych napraw . Jak zwykle pomogli Ci, którzy nie musieli czuć się zobowiązani wieloletnią znajomością. Muszę również podziękować kolegom z  klubu Rotary Szczecin, którzy pokryli koszty naprawy mojego najczęściej używanego żagla ,,Rotarego”
Dowody materialnej sympatii bardzo wzmocniły ducha. Poczułem, że nie jestem sam. Łatwo jest mówić o przyjaźni do momentu, kiedy trzeba zaryzykować... Wtedy jest to swoisty test prawdy. Do tej pory nieźle sobie radziłem, ale awarie ostatniego etapu zniszczyły mój budżet.
Jestem w wieku, kiedy łatwiej jest dawać niż brać dlatego doceniam, że wsparcie otrzymałem nie na prośby ale po ledwie skromnej sugestii. Podróże kształcą...
 
Pokrzepiony na duchu, po dwóch tygodniach doprowadziłem Ulyssesa do stanu wyjściowego.
Mało co widziałem poza klubem i supermarketem, ale zadowolenie z wykonanej pracy sowicie mi to wynagrodziło. Moralną postawę los niekiedy wynagradza, tym razem nagrodą był przylot Józka Dubasa - piewcy postawy życiowej ,, wszystko jedno”.
Nie muszę mówić, jak się ucieszyłem. Poprzednim razem na Karaibach nie zawsze panowała harmonia i wzajemne zrozumienie, bo między teorią, filozofią a praktyką istnieje pewien rozdźwięk, ale możliwość ustalenia pryncypiów była dla nas niezwykle kusząca. Pryncypia zostały ustalone, a rejs miał niezwykle harmonijny przebieg. Na wszystko potrzebny jest czas...
Jeszcze w Korror (Palau) dwóch Australijczyków opowiadało mi o Puerto Galera jako o miejscu docelowym na Filipinach. Z Cebu to tylko 387 mil, a Józek będzie miał blisko do Manilii, skąd przez Tokio wraca do Fort Laurdadale. Trasa wiodła przez Port Carmen, Camoten Sea na wyspy Camoten,Palapompon na Leyte,Malapascua Isl, Bantayan Isl, Panay Isl. Looc bay na Tablas Isl i dalej na Mindoro :Santa Teresa, Pandan, Calavite Bay, do Puerto Galera.
Nie sposób opisywać wszystkich kotwicowisk, ale Pandan, ze swoją rafą, okazał się tak urokliwy, że Józek -dodatkowo motywowany brakiem wiatru- zdecydował, że do Manili dojedzie autobusem i byliśmy tu tydzień. Ja, po jego wyjeździe, zostałem tu kolejne 10 dni.
Droga pod górę, czyli pod wiatr, zajęła 4 dni- z czego ostatnie 35mil do Puerto Galera, osiem godzin na silniku pod NE monsoon.
Warto było! Świetnie zewsząd osłonięta zatoka, cichy klub z barem, mili ludzie, centrum nurkowania, czysta woda. Potrzebowałem pewnej stałości, gdyż od trzech lat przemieszczam się i przemieszczam, co ma swój urok, ale zaczęło być męczące. Potrzeba stałości jest naturalna, więc dwutygodniowy czas oczekiwania na Antoniego i Iwonkę z Australii był tym czasem.
Cztery dni stałem na boji w Puerto Galera Club, gdzie było wygodnie, ale 8 dolarów dziennie mimo serwisu transportowego na brzeg, po dwóch tygodniach czyniło sumę. Więc kotwica w dół , dingy na wodę i znowuż jest pięknie. Ciekawostka: Puerto Galera Club stworzyli żeglarze, którzy dopłynąwszy tutaj doszli do wniosku, że nigdzie już nie będzie lepiej i zostali tu na zawsze. Nie budzi to jakos mojego zdziwienia!
Zatoka jest osłonięta, plaże piaszczyste, piękne rafy, sympatyczni mieszkańcy, niedrogo i mimo biedy Filipińczycy robią wrażenie ludzi szczęśliwych, nie mających pretensji do świata. Zdaję sobie sprawę, że to obserwacja z zewnątrz, ale każdy turysta zawsze będzie na zewnątrz.. Nie ma tu wielu jachtów i turystów w przeciwieństwie do do Karaibów czy Tajlandii co oznacza, że turysta nie jest traktowany jak bankomat.. Lot trwa ok 15 godzin, a cena jest porównywalna z ceną samolotu na Karaiby ok 100USD.
Obraz
 
 
 
 
 

 


Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR