Jesteś tutaj

Strona główna

Trobriandy 26.12-2.01.2013

Po prawie dwóch dniach żeglugi po Morzu Salomona, w zmiennych i słabych wiatrach, rzuciliśmy kotwicę w zatoce Muiao Bay na wyspie Kiriwina. Po wysokich klifach i białych plażach Luizjadów, płaska Kiriwina zarośnięta dżunglą do samego morza, bez plaż i chat na brzegu robi dziwne i niedostępne wrażenie. Mapa oczywiście nie oddaje rzeczywistości, podchodziliśmy więc bardzo ostrożnie obserwując dno. Początkowo stanęliśmy nieco z boku w stosunku do małej plaży na której odpoczywały pirogi, bo po Luizjadach byliśmy nieco zmęczeni nieustannymi wizytami gości.
To była dobra strategia. Na drugi dzień podpłynęliśmy bliżej i zyskaliśmy mnóstwo nowych przyjaciół, których liczbę postanowiliśmy ograniczyć gdyż nie można się przyjaźnić z cała wioską.
Dzieci dostały swoje cukierki, my dokonaliśmy paru wymian na żywność i na pokładzie zostało dwóch przyjaciół: Tobi – pomocnik pastora oraz Mojzes.
Trobriandy rozsławił nasz rodak Bronisław Malinowski, który mieszkał w Omarakanie podczas pierwszej wojny światowej i co zaowocowało słynnym dziełem: ,,Życie seksualne dzikich”, że wymiennie tylko najpopularniejsze jego dzieło.
Wielki szacunek dla Rodaka, bo wytrzymać tak długo w tych warunkach wymagało niezwykłego samozaparcia. Mam wrażenie, że od tamtych czasów niewiele się zmieniło w warunkach życia i relacjach społecznych poza tym, że podwoiła się liczba ludności, do 40 tysięcy.
Trochę brakuje ziemi aby wyżywić taką liczbę a dzieci przybywa...
Na innych wyspach wioski znajdowały się nad brzegiem morza, co dawało efekt otwarcia na świat
na Tobriandach znajdują się one w głębi za linią drzew i wśród drzew co przy pewnym zagęszczeniu chat daje wrażenie klaustrofobii i braku prywatności. Każdy skrawek ziemi jest wykorzystany w celach rolniczych. Uprawia się tutaj wszelkiego rodzaju bulwy (tapioka, pataty) ale najbardziej pożądaną jest yam, którego zbiory mają swoje święto, który odpowiednio przechowywany tak aby wszyscy mogli zobaczyć owoc starań hodowcy i stanowi on o jego prestiżu.
Tobriandy słynne są z panującego matriarchatu i swobody seksualnej ale według moich krótkich obserwacji jest normalnie - rządzą mężczyźni. Również owa swoboda to mit dla turystów, których zresztą nie ma. Byliśmy pierwszym jachtem w 2012 i jedynymi ,,Dim-dim”(białymi na wyspie).
Ludzie są serdeczni i nigdzie się nie spieszą. Jak autobus złapał ,,gumę „nikt się nie irytował a pasażerowie dzielni pomagali w naprawie. Podczas wizyty w Omarakanie należy złożyć wizytę u naczelnika wyspy Pulayasiego z zapytaniem o pozwolenie na fotografowanie i przemieszczanie się po wyspie.
Sylwestra spędziliśmy na Ulyssesie wypijając szampana i dodając dla znaczenia odrobinę metaxy.
Miejscowi jakoś nie celebrowali specjalnie tego święta tłumacząc, że parę miesięcy temu utopiło się czterech rybaków i noszą żałobę.
Poziom żeglarski na Tobriandach jest dużo niższy nią na Luizjadach, są tylko dłubanki brakuje tu pięknych lugrowych żagli z Luizjadów, które pojawiały się w ciszy i znikały za horyzontem było to niepowtarzalne wrażenie. Na obu archipelagach nie ma prądu a zasięg telefonii komórkowej jest ograniczony i nikt specjalnie nie cierpi – nikt nie kontestuje rzeczywistości.
Tobi zaprosił nas na kurczaka i znowu powtarza się ta sama historia – goście jedzą gospodarze kibicują. Taki zwyczaj.
Obdarowani owocami i bulwami 1 stycznia opuszczamy gościnną Okaibomę i płyniemy na znajdujący się około 20 mil na zachód łańcuch wysepek i raf, po drodze łowiąc pięknego 11 kilogramowego kingfisha. Doba na odpoczynek z dala od wiosek i płyniemy dalej. Kierunek stały: północny wschód, kolejny port nie do końca sprecyzowany zależny od kierunku wiatru.
No rozpoczęła się dla mnie nauka cierpliwości i innego żeglarstwa. Do tej pory Ulysses pływał średnio 150 mil na dobę i moja średnia po 23tysiącach mil to 5,9 węzła a od tej chwili uczę się pływać 50 mil na dobę z sporym udziałem silnika. Trenujemy ze Zbyszkiem zrzucanie i stawianie genakera i grota, często po ich postawieniu wiatr zdycha i tak w kółko, średnia prędkość 2,5węzła.
Jeżeli doda się do tego upał 36 stopni w cieniu to uzyskuje się pełny obraz i biały człowiek zaczyna rozumieć dlaczego nie rozwinęła się w tych stronach cywilizacja materialna.
Często wspominamy kapitana Bligha, który może i był kreaturą ale żeglarzem był wielkim przeprowadzając w takich warunkach otwartą łódź, zatłoczoną, bez cienia, wody i jedzenia.
My mając do dyspozycji wszystko, tracimy chwilami chęć do działania – szacunek dla dawnych żeglarzy.
Po czterech dniach pojawia się Nowa Brytania, zielona, dzika i nieprzystępna. Płynąc wzdłuż jej brzegu można poczuć się jak odkrywca. Nic tu się nie zmieniło i nie ma żadnych oznak człowieka.
Decydujemy się wejść do Rabaul stolicy wyspy, co oznacza odprawy i formalności, do tej pory doskonale się bez tego obywaliśmy ale konieczne jest uzupełnienie gazu i paliwa.
Rano 02.01.2013 dymiące kratery wskazują nam kierunek na Rabaul.
Obraz
 
 
 
 

 

 


Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR