Jesteś tutaj

Strona główna

Las Palmas - Cabo Verde - Kolejna relacja

11.12.2010 Poniedziałek 1230 główki Las PalmasObrazNie do wiary udało się, a już można było pomyśleć, że to koniec Rejsu i nigdy nie opuszczę Las Palmas. Niepewność jutra, tęsknota i Las Palmas z Włodkami Kubiakami, którzy stworzyli mi namiastkę domu. Do tego cała masa żeglarzy, którzy przypłynęli z różnych stron świata by nigdy nie odpłynąć. Ciekawe czy Bartek ,który przypłynął na 2 miesiące i jest już 4 lata w tym roku wypłynie? Bo Deotlof Kowalski na pewno nie, ma Lorinę i twierdzi, że Las Palmas jest najlepszym miejscem na świecie: nie ma komarów, much i jest dobra temperatura bez słońca. Może ma rację, mówi to z dużym przekonaniem. Przyznam, że po miesiącu w Las Palmas chyba po prostu zacząłem bać się Oceanu...


Dzisiaj jest wtorek 12.10.2010 godz. 1730
Ulysses sunie bajdewindem ok 7 węzłów KD 200 Laura śpi, Thorsten śpi, ja piszę i odczuwam spokój. Cóż w portach statki gniją na cumach a załoga schodzi na psy. Jak powiedziała Jadranka Ocean jest jak lustro można się w nim przejrzeć. A port jest jak co ? Śmiesznie było, mieliśmy wypłynąć w środę, we wtorek pożegnałem się z Włodkiem, w środę wstaliśmy wcześnie ale zanim sklarowaliśmy jacht zrobiło się późne popołudnie, wiatru zmiana decyzji: płyniemy w czwartek. Nawet lepiej bo zanim minąłbym Gran Canarię byłoby ciemno (tu od 2100) a załoga nie zdążyłaby się zapoznać z jachtem, do brak wiatru.


Czwartek 7.10..2010
Brak wiatru plus prognoza o nadchodzącej z północy fali 6- 7 metrów, pozostałości po huraganie na Biskajach. Nic dobrego, fala przy braku wiatru może uszkodzić takielunek, a więc piwo z Doetlewem, który dokładnie podziela moja opinię. No i zrobił się poniedziałek.


Niedziela 10.10.2010
W niedzielę kolejne trzecie pożegnanie z Włodkiem, drugie było w Parku gdzie przy jednym piwie rozmawialiśmy 2 godziny. Niedzielne pożegnanie odbyło się w Utiace w posiadłości Włodka. Rozpoczeło się od spaceru po okolicznych górkach, połączone było z degustacją gruszek i fig. Później obiad w karczmie, deser przygotowany przez Hanię i w towarzystwie Kanaryjskich przyjaciół. Nasłuchałem się hiszpańskiego nie rozumiejąc zbyt wiele ale był to jeden z najlepszych dni na Kanarach.


Poniedziałek 11.10.2010
Ostateczny dzień wypłynięcia. Pobudka 0700 ale i tak zanim byliśmy gotowi zrobiła się jedenasta a potem tankowanie u Pedra, opłata za Marinę i już po dwunastej. No cóż biednemu to zawsze wiatr w oczy i nam też od Las Palomas 6 godzin diesel, później za wyspą oczywiście południowy wiatr czyli w mordę ale dłużej na silniku się nie dało. Trochę celowalismy w Afrykę ale przy prędkości wiatru 2-3B i prędkości jachtu 3-4węzły nie było to groźne. W sumie podczas pierwszej doby ok 80mil, tak nędznie dotąd nie było!
Druga doba już zaczęła się lepiej bo wiatr nie 2B a 4-5 z zachodu mimo bajdewindu 50stopni do wiatru daje średnią ok 6 węzłów pod podstawowym zestawem. Ulysses pięknie sunie, wcale nie przeszkadza, że załadowany jest po brzegi wodą w butelkach i prowiantem na 1,5 miesiąca. Wszystko zaczyna się układać.



Czas przedstawić moją załogę:

Laura kanadyjka niemieckiego pochodzenia, studiująca w Hamburgu ekologię oceanów i jej chłopak Thorsten niemiecki inżynier a obecnie filmowiec próbujący zainteresować widzów filmami podróżniczymi. Gdy pokazał mi filmy, które zrobił zacząłem traktować go ?z nowym szacunkiem". Jest Dobry! Może przysłuży się to Rejsowi Wagnera? Bardzo sympatyczna para, również na morzu!
Niestety abstynenci i wegetarianie, spożycie więc spadło zasadniczo a dieta chyba wyjdzie mi na zdrowie.


Środa 13.10.2010
W środę ok.2000 24° 27' W, 017° 19' N Podpłynęły do nas Orki, pięć metrów od jachtu, stado sześciu sztuk w tym matka z młodym, kto słyszał o wydarzeniu pod Afryką południową, gdzie orka o mało nie zatopiła jachtu wskakując na niego, miałby tzw. uczucia mieszane. Godzinę wcześniej ganialiśmy za nimi i nie dało się podpłynąć bliżej jak 30metrów a teraz przypłynęły same. To jest wrażenie!


Czwartek 14.10.2010
Ocean jakby na pociechę braku wiatru przysłał nam w odwiedziny stado delfinów butelkonosych. Delfiny zawsze dodają ducha. A dzień zaczął się kiepsko od nieporozumienia komunikacyjnego z załogą, które zresztą szybko poszło w zapomnienie. Są jednak różnice kulturowe i trzeba o tym pamiętać.


Piątek 15.10.2010 godz.1045
Czwarty dzień w morzu miał być przelot pięciodniowy a będzie...? Na razie wieje 10-12 węzłów z rufy N, płyniemy -prędkość 4-5węzłów, wszystkie ofiary złożone Neptunowi pomogły wreszcie - najlepiej reagował na Luksusową. Wreszcie płyniemy, genaker na motyla i wreszcie 5-6 węzłów do przodu: grot +genaker =220 m2, to robi wrażenie. Ostatnie dwa dni to w ciągu dnia silnik a wieczorem 3-4 węzły przy mizernej trójce w skali Beauforta . W dzień żar leje się z nieba i gdyby nie kąpiele na środku Atlantyku trudno byłoby wytrzymać. Noce są za to piękne: mleczna droga, ciepło - wachta w krótkich spodniach i w T-schircie. Płyniemy na dwie wachty od 01-05 kapitan, od 05-09 załoga. Żal schodzić z wachty jest tak pięknie - Medytacja - świat przepływa przez duszę. Już nie ma wątpliwości: Navigare vivere est. Za długo byłem w Las Palmas, było pięknie: nowa przyjaźń, sympatyczni ludzie, bezpiecznie ale zacząłem już wątpić w sens pływania i zastanawiać się po co to wszystko? Ocean mnie wyleczył i przyniósł oczekiwany spokój, tak jest zawsze.


Sobota 16.10.2010
Wieczorem Neptun przysłał swojego wysłannika, który ku zdumieniu załogi wleciał do messy i usiadł mi na głowie. I siedział całkiem sporą chwilę potem zaś pofrunął do mojej kabiny gdzie uciął sobie drzemkę, wieczorem zaś odleciał. Neptun dał znać, że mnie wspiera! No i przyszedł wiatr, nie za silny ale jednak.
(fotka - galeria)


Niedziela 17.10.2010
Jestem bardzo wyczulony na każdy nowy dźwięk, z okolicy masztu nowe dźwięki trzeszczenia, trudne do zlokalizowania i nagle dzisiaj odkrycie to trzeszczy okucie bomu nity którymi było przymocowane do masztu poluzowały się. Niby drobiazg a kłopot, głowę daję, że nity będą nieosiągalne na Zielonym Przylądku! Grot w dół! Koniec motyla, zamiana foka na Rotarianina (80m kw.drifter), niestety tylko 4 węzły, potrzebne jest 6 abyśmy w dzień dopłyneli na Sal. Genaker do góry i jest już 6,5 węzła i o to chodzi!


Poniedziałek 18.10.2010
1330 kotwica w dół La Palmeira na wyspie Sal, czyli 7dni i jedna godzina.



Obraz

 Fale w Las Palmas >


Obraz

 Gran Canaria >


Obraz

 Plaża w Las Palmas >


Obraz

 Z Las Palmas na Cabo Verde >
 


Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR