Jesteś tutaj

Strona główna

W drogę...

Szybko minęły 3 miesiące miedzy Cartageną a Portobelo... Zaczynamy tutaj powoli zapuszczać korzenie. Coraz więcej przyjaciół, coraz więcej możliwości i coraz więcej rozterek czy nie zostać rok dłużej. Obawiam się jednak, że zostając tutaj, stracę z oczu cel  i rejs śladami  Wagnera się rozpłynie.
Udało się zarobić na dalszą podróż – Trzeba Jechać Dalej.
Pozostał nam ostatni powrotny ósmy już trip do Portobelo i dalej już Pacyfik.
W sumie na trasie Cartagena – San Blas - Portobelo przepłynęliśmy 2000mil z czego połowę
pod wiatr. Przez pokład Ulyssesa przewinęło się ok. 60 pasażerów z całego świata, było świetnie ale wszystko co dobre kiedyś się kończy i jak mawia mój syn nie martw się, że się skończyło ciesz się, że się odbyło.
W ostatnią rejs płynie jako załoga dziewczyna Mirka – Monika, przyleciała z Polski na 3 tygodnie, miłość nie zna granic i wymaga kontaktu...
Tym razem jako pasażerów mamy czterech chłopaków z Berlina:
Steffena, Janka, Feliksa i Richarda. Chłopaki okazali się świetni jak większość spotkanych po drodze Niemców.
Cartagenę opuściliśmy 10.03 w sobotę o godzinie 1630. Wiatr NE 27-32 kn drifter zrolowany  40 metrów prędkość 8,5 węzła na GPS ie i to pod prąd 1-2kn. Pięknie.
Trochę kołysze bo jak zwykle na tych wodach fala pokrzyżowana i nieregularna. Za chwilę większa fala zabiera w ofierze Neptunowi dwie skrzynki z owocami: mango, pomarańcza i banany. Szkoda.
Szybka żegluga ale w końcówce zabrakło wiatru i na West Holandes wchodzimy o 2215.
Nie powinno się tam pływać w nocy. Wraki na rafach przestrzegają ale jak tu dryfować całą noc?
Wchodzimy za rafę, naprawdę ciemna noc a po ciemku jak wiadomo wszystkie koty są czarne, bez GPS-a wejście byłoby niemożliwe ale GPS nie zwalnia od stresu tym bardziej, że Mirek wyczytał w Internecie, że tego dnia wybuchy na słońcu mogą zakłócać sygnał z satelity.
Znowu się udało.
Następnego dnia przestawiamy się oczywiście na Wyspę Julia i Askanio. Zapowiada się super impreza bo poza Indianami czekają na nas dwa polskie jachty : TaPasyja z Bartkiem i Ancią oraz Domek z Sławkiem i Bożenką.  Takie spotkanie i do tego po plotce o utonięciu Ulyssesa. Nie było imprezy, była pożegnalna Impreza trzydniowa. Ogniska z gałęzi palm i skorup orzechów, bębny plus  używki wprawiły  nas w podniosły nastrój i spowodowały, ze rejs się przedłużył o 2 dni a i tak dalej trudno było się oderwać . San Blas to moja Miłość. Na pewno tu wrócę !
Portobello i znowu ból rozstań po rejsie teraz szczególny bo jacht opuszcza po czterech  miesiącach Mirek. Dużo przeżyliśmy dobrych chwil  ale życie jest życiem..
 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR