Jesteś tutaj

Strona główna

12.2012 Czyli żegnaj Australio po raz drugi...

Szybko się uwinęliśmy i już 12 o 17:37 opuszczamy Cairns.

Nie było wyjścia jutro czwartek trzynastego a później znowu piątek, czyli dodatkowe dni w porcie a z prognozy wynika, że akurat do piątku będzie wiało a później flauta przez tydzień.

Bardzo pomógł mi John Olivier sąsiad z motorowego jachtu, który zawiózł mnie do właściwej firmy i wygląda, że dokonano właściwej naprawy. Lubię historie znajomości z Johnem, gdyż początkowo wzajemna ocena była po obu stronach tożsama: gbur. Czas spędzony w sąsiedztwie zmienił ją diametralnie i żegnaliśmy się ze łzami.
Wypada mi kilka słów napisać o celnikach australijskich, którzy nie cieszą się dobrą sławą i chyba jest to krzywdząca ocena - byli normalni i sympatyczni, żadnych dodatkowych opłat plus dobre słowo na drogę .Myślę, żeglarze powinni zweryfikować swoją opinię bo Australia jest wspaniałym krajem i daje dużo więcej możliwości niż Nowa Zelandia.
Cumy oddał oczywiście John, stawiamy nieśmiało foka z grotem czekamy do zjedzenia ostatniego australijskiego kurczaka. Przyszedł czas na grota, stawiamy na drugim refie bo nieźle wieje i z niepokojem obserwujmy bom. Nagle żagiel przestaje pracować, spada? Puścił węzeł zawiązany osobiście przez Kapitana. Co tu gadać skucha. Znaczy Neptun nie odpuścił mi jeszcze i wiem dlaczego, dwa tygodnie wcześniej zły na niego utopiłem w ujściu rzeki starą muszlę klozetową.
To ona trzyma mnie w Cairns. Nigdy więcej nie będę próbował się odgrywać na bogach.
Cios przyjąłem spokojnie - zakładając zapasowy fał w końcu różne rzeczy się zdarzają ale na twarzy Zbyszka można było dostrzec oznaki zwątpienia – znowu zaczynaliśmy pechowo. Jako inżynier, który co prawda nie jest żeglarzem i...” się nie zna””, sugestywnie ostrzegał mnie przed kolejna awarią bomu i zaproponował nie znane w żeglarstwie a może tylko przeze mnie patenty wzmacniające. Był przekonujący i jedynie wiara w parotysięczną żeglarską tradycję, brak wyobraźni oraz lenistwo powstrzymało mnie od działań.
Póki co płyniemy i to 7 węzłów na foku i na zarefowanym grocie. Piękna jazda acz mokra i wyboista - tępy bajdewind. Kolejne trzy dni po 150 mil ale zgodnie z prognozą wiatr się kończy.
Nie ma wyjścia włączamy silnik, po 12 godzinach. Neptun zsyła słaby wiaterek z dobrego kierunku, który pozwala podnieść genakera 140m kw. Niesiemy go całe 2 dni aż do końca – dobre żagle szyje ten Sławek Rogala .
Rano w poniedziałek dostrzegamy LUIZJADY. Mało jest informacji o tych wyspach ale pierwszy wybór okazuje się strzałem w dziesiątkę – Panasia
 
 

Dołącz do załogi!!

Dołącz do ZałogiRejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!

 


Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

 

 

 

 

PRAXIS FÜR ANÄSTHESIOLOGIE & AMBULANTES OPERIEREN * SPEZIELLE SCHMERZTHERAPIE & AKUPUNKTUR